Tak o tobie nic nie wiem, tak cudownie nic nie wiem,

Że miłością jest ta moja — niewiadomość!»

Umilkł nagle pan Błyszczyński i popatrzył w dal niecałą,

Świateł i przeznaczeń było coraz więcej.

A on kochał ją w usta, kochał w stopy, w pierś białą, —

I minęło różnych czasów sto tysięcy!

Ramionami ją ogarniał, a ustami doogarniał,

Oczom z gwiazd przyrzucał patrzącego złota,

Lecz cień w jego objęciach wciąż samotniał i marniał

I nie wiedział, że to — miłość i pieszczota.