Nic do siebie nie rzekli i, ciemniejąc, szli razem

Alejami — alejami — alejami!

Ogród śnił się... Tu i ówdzie dąb prześniony zżółkł i powiądł.

Każdy krzew sam w sobie miał zaświata wygląd.

Sporo było w gałęziach — cisz zbłąkanych i sowiąt4,

Lecz nie było ani świerszczy, ani szczygląt5.

Uciekały się niebiosy pod najdalszych gwiazd obronę,

Miesiąc złotym rogiem chmurę mgliście pobódł.

Trzepotały się w piachu dusze zmarłych, spragnione

Nowych zgonów i pośmiertnych w mroku swobód.