Tym snem objęta — czeka na skinienie.

Rzuć ją w mą żądzę, w puchy mego łona,

Na okamgnienie — nie na długie noce,

Bym nozdrzem czuła szał, że miłość kona

W chwili, gdy ja się słońcu przeciwzłocę!...

Ten, kto mię stworzył dla krwi i pieszczoty,

Dał mi skok zwinny, co w śmierć mię przerzuca,

Kły moje wygiął w kształt własnej tęsknoty

I własnym rykiem natężył me płuca!

On we mnie ryczy, szaleje zbłąkany