«Idę w miłość, jak chadzałam na leśne wyręby!»

Zaszumiała ponad nimi ta wierzba złotocha7

Poznał chłopiec, czym w uścisku jest stal, gdy pokocha!

Całowała go zębami na dwoje, na troje:

«Hej, niejedną z ciebie duszę w zaświaty wyroję!»

Poszarpała go pieszczotą na nierówne części:

«Niech wam, moje wy drobiażdżki8, w śmierci się poszczęści!»

Rozrzuciła go podzielnie we sprzeczne krainy:

«Niechaj Bóg was pouzbiera, ludzkie omieciny!»

Same chciały się uciułać w kształt wielce bywały,