Po deszczu

Deszcz, słońcem zaskoczony — poszperał u płotu

I zdrobniał — i, łzawiejąc, w bezkres się oddala.

Niebo w kałuż błyszczydłach — obłoki utrwala,

Jakby ktoś wodę biało opierzył do lotu.

W pajęczynie, rozpiętej na liściach paproci,

Z mroku w blask się rozhuśtał znikliwy zjaw tęczy.

Czasem coś, czego nie ma, pod wiatr się zazłoci,

By dorzucić swe złoto do pszczoły, co brzęczy...

Na bylicy1 się dłużą dżdżu płynne kolczyki,