Dziwożona tymczasem, korzystając z bójki, cisnęła o ziemię zgmatwany kędzior i ciszkiem a chyżo wymknęła się na wolność...
Podlasiak pierwszy spostrzegł jej ucieczkę i opuściwszy walczących, dał w ślad za nią nieludzkiego susa.
Wszakże w zapale i popłochu odbił się zbytnio od ziemi i posłuszny przeznaczeniom, z okrzykiem „Żegnajta!”, uleciał, nie chcąc, w niebiosy.
Nic innego nie zdążył powiedzieć na odlotnym60.
Jego postać ciężka i olbrzymia bezpowrotnie i z przestankami wzbijała się ku błękitom, a targane wiatrem sztywne rajtuzy wydawały odgłos podobny do żałosnego turkotu odjeżdżającej na zawsze bryki...
Drugi z kolei kulawiec zauważył wszystko, co się stało. Dziwożona przebiegła obok niego, myśląc, że zajęty bójką nic nie widzi.
Wyrwał się z uścisków omdlałej z bólu dłoni i skoczył przed się, aby zbiega pochwycić.
Wszakże przez zbytnie roztargnienie pokwapił się naprzód kulawą nogą i runął jak długi na ziemię.
Teraz dopiero jednoręki zoczył uchodzącą.
Miał ją niemal no podorędziu, więc pośpiesznie wyciągnął dłoń, aby dziwożonę w czas zatrzymać, ale w nadmiarze wzruszenia wyciągnął właśnie tę dłoń, której nie miał...