Gdzie duch z tchem, w piersi zapartym, korzysta

Z ożywczych pogód ciszy bezupalnej,

Aby istnieniu, co szumi swe szumy,

Przydać tęsknoty i zgrozy oddalnej

I gwiazd naprószyć do ciemnej zadumy...

O, tak! rozszerzyć, rozbujać swe życie

Z bezkresu — w bezkres, od szczytu — do szczytu!

Płaczem ogarnąć tę wszystkość błękitu,

I tuż przy chmurze swego serca bicie

Słyszeć — i sercem o ziemię zahaczyć,