Pomimowoli wiążą się i klecą

W girlandy, w wieńce (rzucone w obczyznę

Mroków) — i w krzewy zwikłane i dalej

W zawiłe gąszcze niedosiężnych alej,

Kędy, srebrząca swych lotów krzywiznę,

Wzbija się sennie dróg mlecznych kurzawa

I, z niespodzianą spotkawszy się chmurą,

Skłębią swe pyły, na chwilę przystawa

W cieniu — i znowu w dal pędzi, za którą

Mży nieskończoność złota i cienista,