Pogardą na śmiertelne odpowiadał dreszcze.

«Śpi snem wiecznym» — szeptano, ale nie spał jeszcze.

Szedł coraz bezpowrotniej — w pozgonnym2 rozpędzie.

«Śpi snem wiecznym»... Snu nie ma i nigdy nie będzie!

«Szczęśliwy! Już nie cierpi!» — tak mówiono wkoło —

A on w świat trosk mogilnych kroczył niewesoło,

W świat, gdzie pierwszą ułudą jest ostatnie tchnienie —

I zaczęło się nowe — nieznane cierpienie.

Dzwony jeszcze dzwoniły. Nie słuchał ich wcale.

Szli ludzie — dotąd żywi... Minął ich niedbale.