I

Południe

Obłok blaskiem sam siebie zaćmiewa w upale,

Dno błękitem przeciera, lub nie ma dna wcale.

Rumianek, co w tych żarach biel gubi cudacznie,

Trzykroć w nic się odzłoci, nim kwiatem być zacznie...

Płat murawy od wzgórza całą źdźbeł bezsiłą

Zielenieje mi w oku — w skrócie i pochyło...

Głos od brzmienia własnego w tej ciszy odwyka,

Nie chce mu się być głosem — bez żalu zanika.