Drwal, nogi rozkraczywszy, z zadumą snu szczerą

W pień uderza zbłyskaną od słońca siekierą.

Echo się do uderzeń opóźnia o mgnienie,

A ja właśnie to drobne chwytam opóźnienie

I nim odgłos siekiery osobno dolata,

Całe niebo przeżywam i zwiedzam pół świata!

W tych przerwach między echem a ciosów bezgwarem

Dusza moja, z niczego zrodzona nad jarem,

Szuka wolnej umieszczki1 dla trwania na nice2,

Dla istnienia na opak, dla tchu — w tajemnice!