I twarz tak niepodobną do tego, co leśne,

Widzę otchłań, co skomląc, w gęstwinie się miota

I rozrania38 o sęki swe żale bezkreśne39.

Rozedrgana zielonym, pełnym rosy płaczem,

Przerażona niebiosów ułudnym pobliżem —

Kona z męki i tęskni nie wiadomo za czym,

I cierpi, że nie może na ziemię paść krzyżem.

I nie wie, do jakiego snu ma się ułożyć,

I szuka, węsząc bólem, parowu40 lub jaru41,

Aby go dopasować do swego bezmiaru