I zamieszkać na chwilę, i w ciszę się wdrożyć.

Czuję rozpacz jej nagą, czuję głód jej bosy,

Jej bezdomność, gałęzi owianą szelestem,

I oczy, które we mnie przez mętne szkła rosy

Widzą kogoś innego niż ten, który jestem.

Zamyślenie

Kto wybaczy mi moją do wróżby niezdolność?

Nie wiem, co dziś pokocham — co jutro wyśpiewam?

I dłonią, jak sierść zwierza, głaszczę mimowolność

Pieśni, których warczenia w sobie się spodziewam.