Po warczeniu poznaję, że przybyły z lasów,

I oswajam je z wolna, i uczę swej mowy,

Aż zamęt ich podziemnych szmerów i hałasów

Wyprzejrzyści się nagle w okrzyk lazurowy.

Gdzie jar42 ciemny, gdzie rozstaj — tam powiew mej duszy,

Gdzie szepty pocałunków — tam są usta moje,

Gdzie chata mrze od progu — tam mój kij pastuszy,

Gdzie plusk wioseł — tam serca wędrowne napoje.

Lubię szaty swe liche, gdy na wskroś przemokną

Deszczem, jak łzami pieśni, co szumiąc, zamiera,