A gdziekolwiek podążysz — tam ja z tobą będę!»

Nie znam kresu! Mej żądzy zuchwałym przymusem

Znagliłem zwierza w bezmiar, a on jednym susem

Przesadził10 otchłań z Bogiem, jak nikłą zaporę —

I znów jestem swobodny! Niebo wokół gore11!

Lecz w chwili, kiedym gwiezdną zachłyśnięty tonią,

Dłoń w grzywie zaprzepaścił, tą zbłąkaną dłonią

W grzbiecie mego zwierzęcia zmacałem kark Boga!

Onże12 tak mię13 unosi w szału bezzacisze14,

Jakby wspólna nam była w bezpowrotność droga?