Słońce — w łóżku, wiatr — w sieni — i ogród macierzyn4,

Gdzie było tyle w radość uchodzących ścieżyn,

A wszystkie takie — trafne i drzewom — potrzebne!...

Żebrak, co się zadławił na śmierć krztyną chleba, —

Kijem niegdyś wędrownym obłędnie się babrze

W nieodgadle5 błękitnym — pełnym Boga — chabrze,

By zeń dla snu wiecznego wydłubać — źdźbło nieba.

Mnich, co po to byt ziemski tłumił bez szemrania,

By pędzić żywot wieczny w sposób nienaganny, —

Kreśli palcem na próchnie list do panny Anny