Lecz umocnił się w karku i, nieco przybladłszy,

Łbem pochwiał dla otuchy i splunął, i patrzy...

Jego własna chałupa wraz z babą i sadem

Odwróciła się nagle nieproszonym zadem9.

Wieprz — znajomek, niewiększy na pozór od snopa,

Biegnie w skradzionych portkach Magdzinego chłopa.

Ryj mu lilią zakwita! Czar bije od przodu!

I z wołaniem: «Gdzie Magda?» — pcha się do ogrodu!

Wóz drabiasty, jaskółczej doznając uciechy,

Z okrzykiem: «Co ja robię?» — frunął ponad strzechy.