Ale tylko jednego widziano, jak padał.

Aż słońce, poranniejąc w obłokach nieśmiało,

Rozwidniło to właśnie, co nocą się stało.

Rozwidniło dwa trupy i obok — dwa ule

I jedną niewidomską na krzaku czapulę!...

Zmierzchun

Póty w cieniu jałowca śniła rozłożyście,

Aż z lasu wybrnął Zmierzchun — i pomącił liście.

Złote żuki, wylęgłe z ciepłych snów dziewczyny,

Wnicestwiły34 się w bujnej piersi — kosmaciny.