Twarz ode mnie ku snowi odwracają pilnie,

Stąpając po podłodze wiernie i usilnie,

Jakby chciały pokazać, że są tym, czym nie są...

I nie tylko zwierciadła, ale ślepe sprzęty

Odbijają niejasno i niecałkowicie

Owych ludzi, co, idąc z odmętów w odmęty,

Chętnie starliby ślad swój i swoje odbicie...

Wiem, że boją się chwili, która zewsząd kroczy,

A w której dłoń wyciągnę i pierwszego z brzegu

Wytrącę, jak sen jeden z reszty snów szeregu,