Jedziem w modrej karocy. Usta ku mnie chyli.

Tłum wyśnionych cudaków w zachwyceniu czeka

Na pierwszy pocałunek... Ona jeszcze zwleka,

A ja ciebie wśród tłumu postrzegam w tej chwili.

Stoisz — chora i w łachman odziana żebraczy.

Widzisz mnie. Ja umyślnie wzrok utkwiłem w niebie.

I starzejesz się z bólu i brzydniesz z rozpaczy,

I nikt już, nikt nie zdoła dziś pokochać ciebie!

Więc biegnę z nagłym krzykiem, chwytam cię w ramiona,

I płacz piersi schorzałej pieszczotami tłumię!