— Nikt jeszcze w naszym państwie z konia nie spadł — zauważył Hassan — toteż nie pojmuję, w jakim celu mamy się posługiwać przedmiotem, który właśnie chroni od upadku.
— Widzę, że mi się nie uda wytłumaczyć wam wszystkich przewag siodła. Otóż, zamiast tłumaczyć, zajmę się wyrobem siodeł, a wówczas sami osobiście sprawdzicie ich użyteczność. Będzie to dla mnie zajęcie wielce zyskowne. Zasłynę bowiem w waszym kraju jako pierwszy rymarz i wynalazca siodeł. Prócz tego — sprzedaż siodeł zapewni mi dochody znaczne, a jestem na razie pozbawiony odpowiednich środków do życia.
Zająłem się tedy59 wyrobem siodeł. W ciągu kilku miesięcy mieszkanie moje zapełniło się po brzegi tysiącem najwytworniejszych siodeł. Ogłosiłem wówczas całemu miastu, iż nauczę wszystkich używania do konnej jazdy nowego przysposobienia, które się nazywa siodłem, a które, udogadniając konną jazdę, chroni jednocześnie od upadku. Oznaczyłem godzinę próby i wybrałem na miejsce pokazu najobszerniejszy plac w samym środku miasta.
O godzinie oznaczonej cała ludność zgromadziła się na placu. Sprowadzono tysiąc rumaków, na których zazwyczaj rycerze króla Pawica jeździli na oklep60.
Stanąłem na środku placu, otoczony stosami spiętrzonych siodeł i mając u boku mych przyjaciół — Hassana i Korybillę, którzy z ciekawością wyczekiwali moich pokazów.
Wybrałem dla doświadczeń pierwszego z brzegu rumaka, osiodłałem go i dosiadłem. Zacząłem kłusować po placu, aby dać możność obecnym dosadnego przyjrzenia się mojej jeździe. Po czym, zsiadłszy z rumaka, zaproponowałem, aby z kolei ktokolwiek z rycerzy dosiadł go i wypróbował przewagę siodła nad jazdą na oklep. Nikt wszakże z rycerzy nie chciał się odważyć na próbę. Jedni zdradzali oznaki czegoś w rodzaju wstydu, którego przyczyn zrozumieć nie mogłem. Drudzy najwidoczniej bali się siodła, niby jakiejś zasadzki lub pułapki diabelskiej. Inni zaś wymawiali się tym, że nie są w tej chwili usposobieni do jazdy konnej. Inni jeszcze mówili:
— Jakżeż możemy dosiąść konia, który ma na grzbiecie coś zgoła niekońskiego, a tak zbytecznego, jak wrzód lub garb? Chętnie zresztą dosiądziemy tego rumaka, o ile ów pomysłowy cudzoziemiec umieści swe siodło z dala od grzbietu — pod brzuchem końskim lub przytwierdzi je do ogona.
Usilne moje namowy z pewnością spełzłyby na niczym, gdyby nie to, że sam król Pawic przybył nagle na plac.
Wysłuchawszy cierpliwie moich objaśnień oraz zarzutów rycerzy, rozkazał mi raz jeszcze dosiąść osiodłanego rumaka. Uczyniłem to natychmiast i znowu objechałem plac dokoła.
Król przyglądał mi się uważnie i z widocznym podziwem. Gdy zeskoczyłem z rumaka, rzekł do mnie z wielkim uznaniem: