— Czyliż to być może — spytałem Hassana i Korybilli — że w państwie waszym nikt nigdy nie używał siodła?
— Czego? — zawołali oboje ze zdziwieniem.
— Siodła — powtórzyłem.
— Nie znamy tego słowa i nie wiemy, co znaczy, a przez to trudno nam odpowiedzieć na twoje pytanie.
Starałem się rozmaicie wytłumaczyć im znaczenie tego słowa.
— Jest to miękki przedmiot — rzekłem — który wtłacza się na grzbiet koniom, aby udogodnić jeźdźcowi jego konne stanowisko.
— Czemuż w takim razie to, co ma stanowić wygodę jeźdźca, wtłacza się na grzbiet koniom, nie zaś jeźdźcom? — spytali oboje.
— Dla tej prostej przyczyny, że siodło ma na celu utworzenie pewnego przedziału pomiędzy jeźdźcem a koniem.
— W takim razie nie pojmujemy, czemu ten, co chce konia dosiąść, jednocześnie powinien się starać o przedział pomiędzy sobą a koniem.
— Grzbiet koński — mówiłem dalej — jest wąski i twardy. Łatwo z niego stoczyć się na ziemię. Tymczasem siodło jest szerokie i miękkie, można utrzymać się na nim doskonale i uniknąć upadku.