Kapitan dał znak i wrzasnęliśmy obydwaj:
— Królu, przyprowadzam ci cudzoziemca, który pragnie oglądać twe oblicze!
Tym razem król oderwał oczy od książki i przeniósł je najpierw na mnie, a potem na kapitana.
— Kto mówił i do kogo? — spytał po chwili namysłu.
Znać było, iż nie otrząsnął się jeszcze z wrażeń, których mu udzieliła przeczytana bajka. Wzrok jego był wciąż roztargniony, a myśl daleka od rzeczywistości. Kapitan wtedy wytłumaczył mu, że jestem cudzoziemcem i stawiam się przed oczy królewskie według pradawnego zwyczaju.
— A, bardzo to pięknie z twojej strony, młody cudzoziemcze, że nawiedzasz naszą krainę. Przerwałeś mi wprawdzie niezmiernie ciekawą bajkę, którą właśnie kończyłem, ale, niestety, zawsze ktoś komuś musi coś przerwać. Podobasz mi się bardzo i śmiało rzec mogę, iż od pierwszego wejrzenia poczułem dla ciebie sympatię. Możesz tedy zamieszkać w moim państwie, lecz muszę cię uprzedzić, że według naszych odwiecznych zwyczajów żaden, najsympatyczniejszy nawet, cudzoziemiec nie ma prawa poślubić naszej poddanej bez specjalnego królewskiego zezwolenia.
Król raz jeszcze spojrzał na mnie uprzejmie i dał znak dłonią, iż audiencja skończona.
Skłoniłem się i wyszedłem z pałacu wraz z kapitanem.
Zamieszkałem w jednym z pomniejszych domostw, które się znajdowały w pobliżu pałacu królewskiego. Obok mnie mieszkał kupiec nazwiskiem Hassan, który miał niezwykle piękną żonę Korybillę. Zaprzyjaźniłem się z nimi i odtąd całe dnie i wieczory spędzałem w ich domu na rozmowach.
Zauważyłem, iż państwo króla Pawica odznacza się dwiema osobliwościami. Po pierwsze — wszystkie bez wyjątku kobiety są niezwykle piękne i czarujące. Po wtóre zaś — mężczyźni, pomimo zapału do konnej jazdy, wcale nie używają, a nawet nie znają, siodeł.