Król nie oderwał oczu od książki z bajkami. Zapewne odczytywał jakieś zabawne miejsce, bo uśmiechnął się sam do siebie i czytał dalej.

— Królu! — zawołał głośniej kapitan. — Przyprowadzam ci cudzoziemca, który pragnie oglądać twe oblicze.

Król i tym razem nie oderwał oczu od książki. Zapewne odczytywał jakąś smutną przygodę, bo oczy mu się rozszerzyły, a twarz nabrała wyrazu trwogi i rozciekawienia.

— Królu! — wrzasnął kapitan. — Przyprowadzam ci cudzoziemca, który pragnie oglądać twe oblicze!

Król czytał dalej. Trafił zapewne na jakąś zawiłą i dobiegającą do końca historię, bo sapał z rozciekawienia i niecierpliwie podrygiwał nogą. Kapitan, straciwszy wszelką nadzieję na zbudzenie uwagi królewskiej, zwrócił się do mnie:

— Wrzask mój widocznie nie wystarcza. Byłoby chyba najlepiej, gdybyśmy razem, wspólnymi siłami i zgodnym chórem wrzasnęli jednakowe zdanie.

— Owszem — odrzekłem — nie mam nic przeciwko temu, chciałbym tylko wiedzieć, jakie zdanie mam wykrzyknąć.

— To samo, które dotąd nadaremnie powtarzam — odparł kapitan.

— Będzie to poniekąd śmieszne, jeśli sam o sobie wykrzyknę zdanie, które ktoś inny może tylko o mnie wygłosić — zauważyłem nieco zakłopotany.

— Nic nie szkodzi! — przerwał mi kapitan. — Idzie tylko o to, aby na dwa głosy wrzasnąć to, co dotąd jednym głosem wrzeszczałem.