— Dlaczego? — spytałem.

— Dlatego, że król obdarzył cię tak zaszczytnym zezwoleniem.

— A cóż byś uczyniła ty, gdyby król ci pozwolił poślubić cudzoziemca?

— Wybrałabym ciebie! — zawołała dziewczyna.

— Niechże się stanie, jak rzekłaś! — szepnąłem przez okno dziewczynie.

Nie mogłem sam się zdobyć na wybór, ale za to potrafię być wybrańcem! Nazajutrz poślubiłem Kaskadę.

Pożycie nasze małżeńskie było szeregiem cudów, zachwytów, uśmiechów, rozrywek, nieustannych spacerów, ciekawych pogadanek, pośpiesznych uderzeń serca, złotych snów i nie mniej złotych ocknień. Nic nie mroczyło naszego szczęścia, prócz jednego tylko dziwacznego narowu, który miała piękna Kaskada — mianowicie od urodzenia trawiła ją niepokonana żądza zrzucania się ze szczytów skał i gór — w przepaści i otchłanie. Starałem się nieustannie śledzić Kaskadę i towarzyszyć jej we wszelkich wycieczkach, aby nigdy nie zostawała samotna. Pomimo to kilka razy udało się jej opuścić dom bez mojej wiedzy, i tylko dzięki mojej niespożytej czujności zjawiłem się u jej boku na czas — w chwili, gdy miała właśnie skoczyć ze szczytu urwistej skały do ziejącej pod jej stopami przepaści. Porwałem ją w ramiona i poniosłem z powrotem do domu.

Próżno tłumaczyłem jej całą bezrozumność i niebezpieczeństwo podobnych skoków. Nie mogłem w żaden sposób oduczyć jej owej wrodzonej, a nieprzepartej żądzy, która widocznie była potężniejsza od żądzy życia.

Tymczasem stał się wypadek, który mną wstrząsnął do głębi. Żona mego przyjaciela Hassana — piękna Korybilla, kąpiąc się w jeziorze, pogrążyła się nagle w tak niepokonanej zadumie, że nie postrzegła nawet chwili, gdy zaczęła tonąć. Z owej osobliwej zadumy nie otrząsnęła się nawet wówczas, gdy fale zalały jej oczy i usta. Utonęła, nie wiedząc prawdopodobnie o tym, iż staje się topielicą. Zdarzyło się to nad ranem i nad ranem właśnie zbudziły mnie rozdzierające serce krzyki mego sąsiada. Wybiegłem z domu na ulicę i zastałem go stojącego pod oknami swego mieszkania z dłońmi, załamanymi nad czołem. Wyraz jego twarzy był niemal obłędny. Płakał tak rozpaczliwie, że płacz jego nie tyle wzruszał, ile przerażał.

— Biedny Hassanie — rzekłem — wiem, jakie nieszczęście nawiedziło ciebie. Uspokój się jednak i nie rozpaczaj tak straszliwie! Rozpacz nic nie pomoże. Jesteś jeszcze młody i życie masz przed sobą.