— Drwisz chyba! — zawołał Hassan. — Życie jest już poza mną! Dziś wieczorem opuszczę ten świat raz na zawsze. Czyż nie wiesz o tym, że według naszych obyczajów, w razie śmierci jednego z małżonków — żywcem grzebią drugiego. Toć istnieje u nas przysłowie: „Kogo żona opuści, tego śmierć nie wypuści”. Albo inne przysłowie: „Za życia jak głaz z głazem — po śmierci za to razem”.

Mówiąc to, Hassan zapłakiwał się beznadziejnie. Słowa jego wzbudziły we mnie rozmaite obawy.

— Jak to! — zawołałem. — Czyż być może, aby w kraju, gdzie panuje poczciwy i dobroduszny król Pawic, istniał taki okrutny obyczaj!

— Istnieje, niestety! — odparł, płacząc Hassan. — Dziś jeszcze wieczorem żywcem mnie pogrzebią! Razem ze mną złożą do grobu całe moje mienie ruchome oraz siedem chlebów i siedem dzbanów wody — jako posiłek na cały tydzień pod ziemią.

Hassan jeszcze coś mówił, ale go już nie słuchałem. Pobiegłem co tchu do domu. Chciałem przekonać się, czy Kaskada, zgodnie z danym mi przyrzeczeniem, trwa posłusznie w domu. Bałem się, że wbrew przyrzeczeniu — wymknęła się z mieszkania, aby się wdrapać na szczyt jakiejkolwiek skały i rzucić się stamtąd w przepaść.

Zastałem ją jednak w domu. Wziąłem od niej ponownie uroczystą przysięgę, iż nie wyjdzie bez mojej wiedzy z mieszkania, i udałem się co prędzej do pałacu króla Pawica. Król Pawic, jak zazwyczaj, siedział na tronie i czytał bajki pt. — Opowiadania cudowne.

— Królu! — wrzasnąłem od razu tak głośno, że król natychmiast oderwał oczy od książki i przeniósł je na mnie z pewnego rodzaju mimowolnym przerażeniem.

— Słucham — rzekł grzecznie po chwili.

— Królu! — wołałem dalej. — Dowiedziałem się dzisiaj o istnieniu w twym państwie tak nieludzkiego obyczaju, że włosy dęba stanęły i zapewne dotąd stoją mi jeszcze na głowie.

— Stoją — potwierdził król, przyglądając się mojej głowie. — A zatem, czym ci mogę służyć?