— Widzę, żeś pomimo obietnicy żadnej ze spotkanych królewien nie ofiarował mego wiersza — rzekł wreszcie z bezdennym smutkiem w głosie.
— Miałem tyle kłopotów, nieszczęść, zdarzeń i wrażeń, że zupełnie o tej obietnicy zapomniałem.
Wuj nic na to nie odpowiedział, ale czułem, że na dnie serca ma do mnie urazę.
Dzień cały aż do nocy spędziliśmy na rozmowach. Noc przyszła jasna, wonna, gwiaździsta. Zasnąłem snem mocnym. Nawiedziła mnie we śnie Urgela i przez noc całą grała mi na złotej lutni. Gdy się zbudziłem nad ranem, ujrzałem wuja, który stał przy mnie i wsłuchiwał się w cudowne dźwięki, z mego snu na świat wybiegłe.
— Trzeba przyznać tej twojej Urgeli, że gra pięknie jak z nut! — zauważył, przyglądając mi się uważnie.
— Odwiedza mię co noc we śnie, a ma w dłoni lutnię złotą — odrzekłem.
— Czybyś jej nie mógł poprosić, aby mi się tej nocy przyśniła? — spytał wuj nieśmiało.
— Nie mogę — odrzekłem — ponieważ dla niej przyśnić się znaczy tyle, co poślubić. Trudno mi ją prosić o to, aby poślubiła wuja, gdyż mnie właśnie jest poślubiona.
Wuj westchnął głęboko i nic nie odpowiedział.
Od czasu przyjazdu mego do Bagdadu Diabeł Morski nie przyśnił mi się ani razu, nie znalazł bowiem miejsca dla siebie we wnętrzu mego snu, który całkowicie zapełniała Urgela. Dźwięki jej lutni odstraszały Diabła Morskiego, a prócz tego trudno było takiemu jak wspomniany diabeł potworowi przedostać się do snu, na którego straży stała cudowna wróżka. Przypuszczam też, iż nie chciał objawić mi się w jakiejkolwiek postaci ludzkiej, gdyż wiedział, że go poznam tym razem po pysku diabelskim, który od czasu do czasu będzie mi musiał ukazać. Postanowił więc użyć innego fortelu, aby mnie skusić do nowej podróży i obarczyć mnie w ten lub inny sposób wiadomym listem.