Młodzieniec szeroko rozwarł swe oczy błękitne.
— Słyszę twój głos, choć nie widzę twej postaci — szepnął nieśmiało. Czy jesteś wrogiem, czy przyjacielem tych, którzy są smutni?
— Przyjacielem — odrzekłem pośpiesznie. — Nie bój się mnie, bo jestem ci życzliwy. Słyszałem twe narzekania, lecz nie mogłem ich zrozumieć. Widzę twą postać, słyszę twój głos, lecz nie wiem, kim jesteś.
— Sen — we mnie, sen — poza mną, sen — po nade mną! — odpowiedział młodzieniec. — Jestem tym, który nie zaznał na ziemi nic, prócz snu. Nadaremnie co rok odwiedzam tę wyspę! Nadaremnie szukam płomiennego kwiecia, którego dotyk obdarza ocknieniem! Sen — w pobliżu, sen — zdała, sen — wokół, sen — wszędzie! Oczy moje nigdy dotąd nie widziały jawy, — jedynie dźwięki, i szumy, i szelesty i głosy dolatują do mnie z tego świata, który jest rzeczywistością. Na północnym brzegu tej wyspy znajduje się gród83 zaklęty. Król tego grodu nazywa się Mirakles. Tysiące milionów lat temu Mirakles przybył na tę wyspę bezludną i znużony podróżą, położył się na jej brzegu zielonym, aby się snem pokrzepić. Położył się i zasnął. I przyśnił mu się gród olbrzymi, i tysiące poddanych, i piękna królewna Chryzeida, i pałace, i ogrody, i góry, i rzeki, i strumienie, i ptaki, i kwiaty i drzewa. A cokolwiek śnił w sobie, to poza nim działo się na wyspie i dzieje się dotąd. Nie istnieje naprawdę, tylko dzieje się i dzieje bez końca! Od tysiąca milionów lat król się nie zbudził i wciąż leży na północnym brzegu wyspy i śni swój sen odwieczny. Możesz własnymi oczyma oglądać jego gród olbrzymi, i jego poddanych, i piękną królewnę Chryzeidę, i pałace i ogrody... Wszystko to — wyśnione i znużone snem i spragnione od wieków gromadnego ocknienia! Wszystko to zniknie bez śladu w chwili, gdy król się obudzi. Wszakże król się obudzić nie może, i poddani jego nadaremnie zakłócają jego sen wielmożny — głośną skargą i lamentem! Oczy ich są błękitne i ślepe, jak moje. Nie widzą nic, prócz wyśnionych przez króla przedmiotów. Nie widzą nic, tylko słyszą... I znużeni są wieczną ślepotą, i zmęczeni są wiecznym nasłuchiwaniem szumów, szelestów, i odgłosów. Trzy tysiące lat temu królewna Chryzeida posłyszała szelest płomiennego kwiecia, które rośnie na tej wyspie, a którego dotyk budzi z najcięższych snów. Od owego czasu — ja, poddany króla Miraklesa i ulubiony paź królewny Chryzeidy, co rok udaję się w głąb wyspy, aby błądzić poomacku i szukać zbawiennego kwiecia. Lecz poszukiwania moje pełzną na niczym. O, kiedyż nareszcie obudzi się Mirakles! O, kiedyż nareszcie my — jego poddani-odpoczniemy od jego odwiecznych snów i rozwiejemy się w nic, jak czynią sny innych ludzi!
— Bądź dobrej myśli, młodzieńcze wyśniony! — zawołałem ze współczuciem. — Zbliża się chwila ocknienia króla Miraklesa. Posiadam właśnie kwiat płomienny, którego szukasz. Zerwałem go przed chwilą i schowałem w zanadrze. Prowadź mnie wprost do waszego grodu, abym mógł tym kwiatem dotknąć śpiącego króla i uwolnić was wszystkich od jego męczących snów.
Niewidome oczy młodzieńca napełniły się radością.
— Błogosławiony dzień, w którym spotkałem się z tobą, niewidzialny przyjacielu! — zawołał, wyciągając ku mnie obydwie dłonie.
— 0, czemuż nie dano mi nigdy ujrzeć tego, który nam wszystkim niesie zbawienie! Zawsze pozostaniesz dla mnie — tajemniczy i niewidzialny, jak cała niedostępna mi rzeczywistość. Znam tylko twój głos i w obszarach świata rzeczywistego mogę cię rozpoznać i wyróżnić tylko po głosie. Idź za mną — zaprowadzę cię do zaklętego grodu, bo zgaduję drogę na niewidziane. Tam, w obrębie naszego państwa, oczy moje odzyskają zdolność widzenia wszelkich przedmiotów, które są tylko snami króla Miraklesa. Tam pozbędę się mojej ślepoty. Śpieszmy się, gdyż ludność grodu zbyt jest zmęczona odwiecznym trwaniem we śnie, i każda chwila zwłoki przysparza bólów pięknej królewnie Chryzeidzie i wszystkim jej sennym współrodakom.
Młodzieniec skrzydlatym krokiem udał się ku północnym brzegom wyspy. Szedłem za nim i czułem, że w miarę zbliżania się do celu naszej podróży, kwiat płomienny coraz mocniej żarzy się w moim zanadrzu, jakby przeczuwał, iż wkrótce dotknie swym płomieniem śpiącego króla. Gdyśmy wreszcie przez rozwartą na oścież bramę zaklętego grodu wstąpili do jego wnętrza, cudowny i niespodziany widok uderzył moje oczy. Cały gród był błękitny, bowiem król Mirakles od tysiąca milionów lat śnił sen nieustannie i nieprzerwalnie błękitny. Ujrzałem błękitne pałace, błękitne mosty, błękitne drzewa, i kwiaty i ptaki, nawet bruk na ulicach był — błękitny. Cała ludność przyodziana była w błękitne szaty, zaś uczeni i mędrcy mieli na nosach błękitne okulary.
— Opuściła mnie już ślepota-rzekł młodzieniec-widzę wszystko, prócz ciebie, gdyż nie jesteś snem króla Miraklesa, ale istotą ze świata rzeczywistego. Zatrzymamy się wkrótce na placu publicznym, przed zamkiem królewny Chryzeidy, i tam wobec całej ludności, ogłoszę wieść radosną.