Dla ciebie nucę śpiew!
Tak śpiewała Sermina. Nie widząc jej postaci, słyszałem jeno głos cudowny i szedłem w ślad za owym głosem. Szedłem po powierzchni ziemi, podczas gdy ona szła pod jej powierzchnią. Pilnie nasłuchiwałem śpiewu, aby się nie rozminąć przypadkiem z moją podziemną przewodniczką. Śpiew nagle umilkł. Zatrzymałem się natychmiast w miejscu, gdzie nastało milczenie. Domyśliłem się, iż w tym właśnie miejscu znajduje się wejście do podziemi.
— Czy widzisz krzew różany u swoich stóp? — zapytała mnie z podziemi Sermina.
— Widzę — odrzekłem.
— Wyrwij z korzeniem ów krzew różany, a zobaczysz pod nim drzwi żelazne. Wówczas zerwij jedną różę i ową różą prowadź po drzwiach tak, jakbyś pisał — litera po literze — moje imię, a drzwi niezwłocznie się rozewrą. Ujrzysz pod nimi schody marmurowe i po tych schodach zejdziesz do podziemi, gdzie czekam na ciebie, bo już od dawna przeznaczyłam ci tysiąc pierwszych uderzeń mego serca.
Wyrwałem z korzeniem krzew różany i znalazłem na jego miejscu drzwi żelazne. Zerwałem jedną z róż i zacząłem nią prowadzić po drzwiach tak, jakbym pisał — litera po literze — imię Serminy.
Gdy zakreśliłem literę S — drzwi poruszyły się niespokojnie. Gdy zakreśliłem literę e, ukazała się na drzwiach klamka złota. Gdy zakreśliłem literę r — zjawiła się dziurka od klucza. Gdy zakreśliłem literę m — klucz złoty wyniknął z ziemi i jął pełznąć ku dziurce. Gdym zakreślił literę i — klucz sam wszedł do dziurki. Gdym zakreślił literę n — klucz przekręcił się w dziurce trzy razy. Gdy zakreśliłem literę a — drzwi skrzypnęły i rozwarły się przede mną na oścież.
Pode drzwiami ujrzałem schody marmurowe. Zszedłem po nich w dół i znalazłem się nagle w pośrodku olbrzymiej komnaty pałacowej, gdzie czekała na mnie Sermina.
— Co mam czynić dalej? — spytałem płomiennej królewny.
— Musisz najpierw wysłuchać mojej krótkiej opowieści, która ci wytłumaczy wiele tajemniczych rzeczy. Jestem córką króla tej wyspy, na której znajduje się Góra Magnetyczna. Mała to wysepka, ale dziesięć lat temu istniało na niej cudowne i bogate miasto. Ludność tego miasta składała się z samych poetów, prócz jednego tylko człowieka, który się nazywał Ktokolwiek i który poetą nie był. Ów Ktokolwiek dzięki swemu sprytowi i pomimo wrodzonej głupoty zawładnął wkrótce całym miastem. Wszyscy bowiem uwierzyli w jego wyższość i uważali go za geniusza. Sam król powierzył mu rządy miasta. Ktokolwiek zaczął rządzić. Pod wpływem jego rządów kwiaty, drzewa, pałace i cała ludność — słowem wszystko tak doszczętnie zszarzało, iż szarość owa przyprawiła o melancholię i króla, i jego poddanych. Poeci zaczęli z wolna wymierać i po pewnym czasie wymarli wszyscy co do jednego, zbudowawszy uprzednio pomnik owemu Komukolwiek. Umarł wreszcie król. Zostałam tylko ja i Ktokolwiek oraz jego pomnik. Ktokolwiek chciał mnie pojąć za żonę. Wolałam jednak umrzeć, niż zostać jego żoną. Ponieważ znałam sztukę czarnoksięską, przeto rzuciłam na niego czary śmierci. Ktokolwiek umarł. Byłam sama jedna na wyspie. Pewnego dnia ujrzał mnie przelatujący przypadkowo nad naszym miastem czarodziej Murumadarkos. Upodobał mnie sobie, porwał mnie w objęcia i uniósł do tego właśnie podziemia. Pod wpływem jego czarów, muszę przebywać w tym podziemiu wraz z moim ulubionym białym kotem, któremu przeznaczyłam pięćset uderzeń mego serca. Murumadarkos odwiedza mnie tylko co trzy lata i wówczas bierze mnie zazwyczaj ze sobą na spacer — po powietrzu, gdyż przepadam za takimi napowietrznymi spacerami. Wczoraj właśnie był dzień jego odwiedzin. Odbyłam już z nim ów spacer napowietrzny, podczas którego ujrzałam ciebie na brzegu wyspy. Znów mam trzy lata zupełnego spokoju. Nie mogę powiedzieć, abym nie lubiła Murumadarkosa. Przeznaczyłam dlań trzy uderzenia mego serca. Jest on wszakże zawzięty, potężny i straszny. Zabiłby każdego, kogokolwiek zastałby w podziemiach. Nikomu bowiem nie wolno zwiedzać tych podziemi. Możesz tu jednak z całym spokojem na trzy lata zamieszkać. Strzeż się jeno tego lustra, które stoi w kącie pokoju, naprzeciwko mego łoża, oraz tego łuku, który wisi w przeciwległym kącie pokoju. Gdybyś strzałą z owego łuku wypuszczoną ugodził w owo lustro — Murumadarkos natychmiast zjawiłby się w podziemiach. Ów łuk i lustro zostawił umyślnie w mym pokoju, abym go mogła przywołać w razie jakiejś nagłej potrzeby lub katastrofy.