— Po cóż mam spuszczać oczy, jeżeli nic się nie stało i jeżeli mogę z zupełnym spokojem patrzeć ci prosto w oczy.
Murumadarkos poczerwieniał ze złości i począł nozdrzami węszyć wnętrze pokoju. Zapewne coś zwęszył, bo nagle chwycił łuk, przyłożył do cięciwy strzałę, napiął cięciwę i wymierzywszy wprost w kotarę, za którą byłem ukryty, rzekł z uśmiechem szyderczym do Serminy:
— Przeszyłaś strzałą moje lustro, wtedy pozwól, że tą samą strzałą przeszyję twoją kotarę.
— Nie rób tego! — zawołała Sermina. — Ta kotara jest pamiątką po mojej matce.
— Mylisz się — tę kotarę dałem ci sam w podarku ślubnym, a kupiłem ją osobiście od kupca perskiego.
— Pamiętam to dobrze! — zawołała Sermina. — Pamiętam, że ta kotara jest twoim podarkiem ślubnym, ale jednocześnie jest ona tak dziwnie podobna do ulubionej kotary mojej matki, że uważam ją niemal za pamiątkę po mojej matce.
— Pomimo to — odpowiedział Murumadarkos — będę oto liczył do trzech. Za trzecim razem strzała przeszyje ową pamiątkę po twojej matce.
Ukryty za kotarą poczułem się nagle nieswojo.
— Raz! — rzekł Murumadarkos.
— Błagam cię, nie strzelaj! — zawołała Sermina.