Snu w mrok wybiegnie ponad snu zamiary...

A zresztą — wieczór żmudny, nieustanny,

Z pola znużone wracają dziewczęta,

Wadząc spódnicą o złote dziewanny1,

O których sen mój, że śnią się, pamięta.

A kroki dziewcząt — uparte, bezgłośne

I jednoczesne i dziwnie nieznośne,

Jakby szły po to, by mi tylko dowieść,

Że idą, dbałe o pył, co się zrywa

Spod stóp ku zorzy. I, jak we śnie bywa,