Ale ją na wskroś i żywcem rozumiem,

Jak gdyby była nie liczbą, lecz spadem

Ciał w głąb na oścież rozwartego ducha.

Już czerwiec, skrząc się, biegnie moim sadem,

A w chacie mojej — noc lipcowa, głucha,

A w polu wieczór dogasa sierpniowy.

Jakiż to miesiąc zmącił sny mej głowy?

Mijają lipce i sierpnie, i wrześnie...

Wszystko to we śnie.

Wszystko to we śnie! I wszystko przemija,