Na widnokręgu obłoki się mnożą.

Od dziewcząt cienie padają ukośne

I jednoczesne i dziwnie nieznośne,

Jak gdyby po to wysnuły się drogą,

Aby mi dowieść, że mają od kogo

I na co upaść... I błędne motyle

Na pokaz, z trudem swój kształt w zorzy trwalą2.

Teraz chcę zliczyć tłum dziewcząt, co falą

Płynie po kwiatach — jest tyle a tyle,

To wszystko, — liczby określić nie umiem,