Dziewczęta chylą tak samo swe skronie...

Przechodzą teraz przez nagłą dąbrowę,

Której nie było, a która, ustronie

Wprzód upatrzywszy, w sieć snu siebie chwyta

I na spotkanie idącym rozkwita,

Szumiąc zieleni zaklętą pierwszyzną,

Nieprzewidzianą, a bujną i żyzną,

Wśród której życie, przemieszane z zorzą,

Przeświecające wraz z niebem przez liście,

Purpurowieje mętnie i cieniście.