Zaśmiał się, krzyknął: »Allach!«

i — dosiadł bachmata!

Widział go cały Bagdad, jak, ziejąc zniszczeniem,

Pędził pełen tygrysich złości i rozścierwień, —

Jak zatapiał ostrogi w ran chrapliwą czerwień

I zgrozę chłost oślepłych podwajał — milczeniem!

W oczach, lotem obłędnych, schwytane przedmioty,

Jak w lustrze wirującym, mąciły odbicie:

Drzewa, ptaki, jeziora — i miłość i życie —

Wszystko w nic się zemgliło,