Śnieg

Pamiętam ów ruchliwie rozbłyskany szron

I śniegu ociężałe w gałęziach nawiesie1,

I jego nieustanny z drzew na ziemię zron2,

I uczucie, że w słońcu razem z śniegiem skrzę się.

A on ciągle narastał tu w kopiec, tam — w stos,

I drzewom białych czupryn coraz to dokładał,

Ślepił oczy i łechtał podbródek i nos,

I fruwał — i tkwił w próżni — i bujał, i padał.

I pamiętam ów niski, wpół zapadły dom,