Gdzie obok żądzy śmierci — wrą pieszczot domysły.

I ginąc od nadmiaru mgły w czujnym objęciu

Wpośród złotawych przyćmień i błękitnych zadym, —

Skonał wreszcie — posłuszny temu wniebowzięciu,

Które przez sen zawdzięczał — fioletom bladym.

Czas się włóczył po drzewach. Noc przyszła — żałobna.

Cienie wszystkich umarłych — ubożuchno szare —

Pochowały Śnigrobka na wieczną niewiarę —

We wszystkich grobach naraz i w każdym — z osobna.

Mgła mu w trumnę skrzystego nawrzucała nieba,