Jest tu, gdzie zgroza, niewiara twa

I sen twój czujny!

Przechodzień

Zgony liliowe w pustce nad drogą,

I nic — i bezbrzeż traw!

Do traw bezbrzeży i do nikogo

Wołałem: «Zbaw mnie, zbaw!»

A szedł przechodzień... Nie wiem, dlaczego

Dłonią mi podał znak.

Może pomyślał, że to do niego,