Purpurowieje drobny mak — samosiej.
I właśnie, sycąc cienistą snu zmrużkę
Wspomnianą nagle z lat dawnych doliną,
Spożywam chleba wonnego całuszkę4
Razem ze słońca na niej odrobiną...
Strumień
Mrok się z mrokiem porównał, żałoba — z żałobą.
Coś się chciało zazłocić, lecz zabrakło czasu.
Zbył się5 strumień swych brzegów, powstał całym sobą,
Wyprostował się w wieczność i szedł środkiem lasu.