Ten sam mrok, co w ogrodzie był tylko — brzóz cieniem...

Pies mój, kwiat oszczekując, łbem się tuli ku mnie, —

By poistnieć w mym świecie trafnie i beztłumnie, —

I oczami po prośbie w twarz mi się człowieczy,

A ja wchodzę — w Mgłę zwierząt i w Tuman wszechrzeczy.

Ćmy

Przychodzą nieustannie z tamtej strony ciszy

Psy, wierzby, nagłe sady, ćmy białe, ćmy szare

I próżnię zapełniają, gdzie czasem brak myszy,

By zasklepić czymkolwiek w świat wyziorną szparę.