Skrzydlatego jedwabiu zaciszną urodą.
Sama dal tak w nim skupia swe znikliwe dzieje,
Że — czy leci, czy stoi — zawsze daleczeje9.
Wielbłąd w słońcu zapłowiał10 stąd o kroków siedem
Jak sprzęt Boży, okryty poniszczonym pledem11.
Świat, co szuka oparcia dla swego zamętu,
Korzysta z pogarbionej ciszy tego sprzętu.
Ślepie, z których się słońce nigdy dość nie wylśni,
Patrzą na mnie z plamiście rozwrzaskanej12 pilśni13,
W której mrok się tygrysim gęstwi uścierwieniem14, —