Noc nadchodzi w me ślady — tą samą drogą,
Pociemniało naokół9 — nie ma nikogo!
Od miłości zamieram — chętnie zamieram,
I drzwi twoje rozwieram10 — nagle rozwieram,
I do twojej alkowy11 wbiegam uparcie,
I przy łożu twym staję, niby na warcie!
Żaden lęk mię12 nie zlęknie i nie wyżenie13,
Nawet rąk twych po murach spłoszone cienie,
Choćbyś mnie zaklinała wszystkimi słowy,
Już ja nigdy nie wyjdę z twojej alkowy!