Spójrzmy przez liście na obłoki w niebie.

Woń róż, śpiew ptaków i dwie dusze znojne,

I dwa te ciała, ukryte w zieleni,

I ten ład słońca wśród bezładu cieni,

I najście ciszy nagłe, niespokojne,

Woń róż, śpiew ptaków i dwie dusze znojne.

A jeśli jeszcze, prócz duszy i ciała,

Jest w tym ogrodzie jakaś róża trzecia,

Której purpura przetrwa snów stulecia,

To wszakże ona też nam w piersi pała1