Całują księżyc w studni, słońce wśród alkierzy1

I wiatr, gdy na wprost uderzy,

I gniazda, które burza strąciła przedwcześnie,

I kwiaty w polu i we śnie, —

I całują u źródeł szemrzącego losu

Wszystko, co kwitnie bez głosu,

Wszystko, co pocałunków, złożonych w pokorze,

Oddać im nigdy nie może,

Jeno musi w to słońce zapatrzyć się złote

I, milcząc, przyjąć pieszczotę.