I nie śmierć, ale studnia, gdzie mrok dno pomylił,

Chce, byś, idąc, skroń ku niej bezwolnie nachylił...

I nie szkarłat, lecz sama możliwość szkarłatu,

Niepokojąc obłoki, narzuca się światu.

W odmętach wieczoru

Słońce, zagrzęzłe w odmętach wieczoru,

Spoza chat czubów i przyłbicy młyna

Jeszcze się resztą świateł przypomina

Upatrzonemu wśród sadów jezioru...

Jezioro barwnym powleka się mrokiem,