Woda pod światło drzew liście kołysze,

Wsłuchane w szmer swój nad wodą i w ciszę

Pod umówionym w głębinie obłokiem.

Po jego piętrach, od podstaw do szczytów

Wspak odwróconych w kształt sprzecznej ruiny.

Duch, wzwyż stąpając, wciąż schodzi w głębiny,

Z państwa purpury w świat zgasłych błękitów.

I, schodząc, barwy odmienia bez końca:

To — purpurowy, to — czarny, to — złoty,

Posłuszny zejściu swojemu w ciemnoty