Jakby tam nagła nieobecność wody

Ujęła barwom podłoża dla czaru...

Drzewa wraz z brzegiem i garścią gołębi

Odbite chwiejnie, spragnione bezmiaru

Do zaniedbanej powracają głębi,

Z której powstały, — i nadal w niej kwitną.

Zieleń ich możesz nazywać błękitną —

I purpurową, i złotą... W wód cieniu

Jest nią i nie jest, posłuszna imieniu,

Które jej nadasz, muśnięty fal wzrokiem.