W locie

Na potworze, z majaczeń wylęgłym rozbłysku,

Mknę, kresów nienawidząc, w wieczystą swobodę,

W nieskończoność, co szumiąc, pieni mu się w pysku,

Aż nagle zwierz mój trafia na lęk, na przeszkodę

I w miejscu, gdzie dla oczu kończą się błękity,

Staje dęba! Wiem dobrze: tu — Bóg jest ukryty!

Zastygły w zlękłym skoku nad otchłanią wiszę,

Pełno w niej jego spojrzeń i głos jego słyszę:

«Jam1 — twój kres! Czekam na cię2 — na swego przybłędę,