A gdy powiek znużonych kotary opadną,
Czujemy, żeśmy wyszli z uścisków i z łoża.
Nikt tak nigdy nie patrzał3, nie bywał tak blady,
I nikt do dna rozkoszy ciałem tak nie dotarł,
I nie nurzał swych pieszczot bezdomnej gromady
W takim łożu, pod strażą takich czujnych kotar!
[Taka cisza w ogrodzie, że się jej nie oprze...]
Taka cisza w ogrodzie, że się jej nie oprze
Żaden szelest, co chętnie taje4 w niej i ginie.
Czerwieniata5 wiewiórka skacze po sośninie,