A w ich piersi — bezmiar żywy, swoisty, rdzenny.
Poczną nam się przyglądać w bezczasie jak snom, —
I na zawsze się ustali ten pogląd senny...
A przywiozą nam z nieba — rozmodlone ćmy,
I zwierzęta zadumane — i zgubne baśnie.
I nagle zrozumiemy, że to jeszcze — my, —
Że nie mogło być inaczej — tylko tak właśnie!...
W uczonej złocistości ich wróżebnych ksiąg
Wieszcz, co bogów nie odróżnia od chmur i łątek, —
W czasie przeszłym — dni przyszłych opowiada ciąg